Przygotowanie do małżeństwa mimo pandemii.

kurs malzenskiCzy w czasach pandemii można należycie przygotować się do sakramentu małżeństwa? Czy warto, w imię pandemii rezygnować lub skracać bezpośrednie przygotowanie do sakramentu małżeństwa? Na te i inne pytania znajdziesz odpowiedzi w tym artykule. Zachęcamy do zapoznania się.

 

Sytuacja przejściowa?

Z niepokojem obserwuję jaki wpływ ma pandemia na ludzi. Nie chodzi mi tutaj o kwestie zdrowia somatycznego, bardziej o psychiczne konsekwencje, które już zdają się być zauważalne. W radiu słyszę, że po pandemii już nie będziemy tacy sami. W internecie czytam, to tylko wstęp, będzie powrót na jesień a może później. Prognozy, statystyki, rozmowy z bliskimi, wydaje się, że wszystko w sytuacji pandemii nie ma sensu i ulega powolnej degradacji. Moim zdaniem my już jesteśmy inni.
Co powinno niepokoić?
Obserwuje dwie postawy, które w skrajnościach mogą i powinny niepokoić. Pierwsza to kreatywność, pomysłowość, zaangażowanie, które wynikają z ograniczeń czy zakazów. Tak to chyba zawsze było, że gdy ktoś czegoś zabrania nam, to czujemy, że ogranicza się naszą wolność i robimy na przekór. Pobudza nas to do myślenia, w jaki sposób działać żeby być zgodnym z prawem. Nie chcemy przecież narazić się na przykre konsekwencje mandatu czy innych dotkliwych kar. Pasuje to do natury człowieka, który został stworzony do wolności, posiada wolną wolę. Niestety wolność kończy się, gdy moje działanie wpływa destruktywnie na drugiego człowieka. Jeśli niewidzialny wróg – wirus wymaga środków ostrożności, to nakaz separacji, czy innych środków ostrożności przed zakażeniem, nie jest już jedynie prywatną sprawą. Może istotnie wpłynąć na inne osoby. Zachowania ignorujące zagrożenie w skrajnych postawach mogą być niebezpieczne dla wielu. Bardziej martwi mnie druga postawa osób, które w pandemii znalazły usprawiedliwienie dla obniżania funkcjonujących norm i wymogów, a nawet do zaprzestania aktywności. Często nie potrafię zrozumieć decyzji jakie regulują życie naszego społeczeństwa, niejako odgórnie. Można iść do galerii, a nie można pójść do okulisty (niedawno rejestratorka poradni na siłę chciała mnie umówić na konsultację telefoniczną z okulistą i dopiero jak zapytałem w jaki sposób okulista dobierze mi szkła do nowych okularów, pani umówiła mnie na inny termin). Ogranicza się ilość miejsc w autobusach czy tramwajach i zmniejsza się jednocześnie ilość i częstotliwość usług środków transportu. Niektórzy ograniczają ilość godzin swojej pracy, usług np. w handlu, inni wydłużają, aby rozładować ilość potencjalnych klientów. Ten brak logiki w połączeniu z ukrytym interesem decydentów prawa jest powodem frustracji człowieka i rozwijania pesymistycznych postaw.

 

„Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali” św. Jan Paweł II

Powstaje zatem pytanie, które chyba nurtuje większość osób, co będzie lepsze. Czy ograniczenia są słuszne, a jeśli tak (bo to w przypadku chorób zakaźnych chyba nie podlega dyskusji), to czy lepiej obniżać poprzeczkę i wymogi, czy starać się zmieniać formy i próbować utrzymać jakość? Czy lepiej odwołać, skrócić, jak często słyszę słowa „zrobić lepiej coś niż nic”. Osobiście, te ostatnie słowa rozpatruję w kontekście dla kogo lepiej. Jeśli z powodu pandemii zaniedbałem ruch i odłożyło mi się w tkance tłuszczowej, to lepiej będzie dla mnie jak zrobię codziennie 10 przysiadów albo 10 pompek bo to zawsze coś. Czy to jednak wystarczy? Fachowcy powiedzą, że nie, że trzeba zbilansować dietę co do wydatku energetycznego, że trzeba się zmotywować do ruchu nawet na ograniczonej powierzchni mieszkania czy domu, wtedy jest szansa, że utrzymamy formę. Mają rację, ale dla mnie to już nie jest „coś” to już jest konkretny wysiłek, a dla niektórych nawet trening. Nie spotkałem również się z obniżeniem wymogów co do np. kursantów prawa jazdy. Wyobrażam sobie, że jeśli z powodu pandemii, zgodnie z zasadą, że lepiej coś niż nic, mogłyby się pojawić propozycje aby obniżyć ilość godzin teorii i praktyki na kursie. Załatwić wszystko w kilka godzin można i pewnie byłoby to „coś”, ale czy aby konsekwencje takich decyzji nie byłyby groźne? Osobiście znam wiele osób, które idąc na kurs prawa jazdy potrafili już jeździć samochodem, a nawet znali wszystkie przepisy. Pomimo to robili cały kurs i zdawali egzamin taki jak wszyscy inni. Można się zastanawiać po co? Jaki to ma sens? Mój instruktor prawa jazdy (choć było to już bardzo dawno) jak na pierwszej jeździe zobaczył, że nie patrzę pod nogi i płynnie zmieniam biegi, pojechał ze mną od razu na mało ruchliwe uliczki. Nie zapomnę tych słów, które usłyszałem od niego po pierwszej lekcji. „Pewnie wydaje ci się, że potrafisz jeździć i nie wiesz po co masz chodzić na kurs i jeszcze płacić za to. Dzisiaj wyłapałem szereg błędów, które w trakcie spokojnej jazdy nie miały żadnych negatywnych konsekwencji, ale w przypadku zagrożenia na drodze mogłyby doprowadzić do bardzo groźnych sytuacji, które byłyby po części spowodowane twoimi nieprawidłowymi nawykami. Czasem wolę kogoś, kto nigdy nie siedział za kierownicą, bo łatwiej mu od razu stosować się do moich poleceń. Nie przejmuj się mamy przed sobą sporo godzin, pomogę ci nie popełniać błędów.” Pomimo zrobienia kursu, wyeliminowania błędów i zdania egzaminu nie uniknąłem groźnych sytuacji jako młody kierowca, które na szczęście nie zakończyły się tragicznie, ale były przykre finansowo dla moich rodziców. Obecnie kurs prawa jazdy to o wiele więcej godzin i o wiele trudniejszy egzamin. Dlaczego? Przecież mamy lepsze samochody, bezpieczniejsze drogi. Ja osobiście się cieszę, bo mój syn jeździ już od kilku lat i póki co jest dobrym kierowcą. Nie wiem czy to wrodzony talent, czy nabyte umiejętności podczas kursu, wiem jedno nie obawiam się pożyczać mu auta, jeździć z nim na długie trasy i śpię spokojnie. Wracając do powiedzenia „lepiej coś niż nic” w przypadku pandemii na szczęście nie obniżono poprzeczki przyszłym kierowcom. Każde porównanie będzie kulawe. Dlatego mam świadomość, że porównywanie kursu prawa jazdy do nauk przedmałżeńskich jest zbyt dużym uproszczeniem. Czy jednak używanie słów „lepiej coś niż nic” w przypadku przygotowania się do tak ważnej decyzji jak założenie rodziny, nie jest równie groźnym pomysłem (a nawet działaniem, bo niestety takie skrócone formy już zaczynają się pojawiać), jak w przypadku jednodniowego kursu na prawo jazdy? Choć osoby, które chciałyby uzyskać prawo jazdy, przy skróconej wersji (gdyby było to możliwe) z racji pandemii, narażeni byliby na mniejszą ekspozycję, bo nie musieliby tyle razy przyjechać na kurs, nie spotkają się tyle razy z innymi osobami, będą mieli więcej czasu i prawdopodobnie taka wersja byłaby tańsza (choć niekoniecznie, bo ośrodek szkolenia ma swoje koszty). Czy jednak uzyskanie uprawnień w takim przyspieszonym trybie, nie wpłynęłoby na zwiększenie zagrożenia na drodze przez takie osoby? Dlatego nie przekonuje mnie „lepiej coś niż nic” uważam, że obecnie jest możliwość, aby „nie zwalniać” się i usprawiedliwiać pandemią z obowiązku podejmowania działań, które mogą realnie wpłynąć na naszą przyszłość. Cechą dojrzałej osobowości jest to, że wybiera przewidując konsekwencje swoich wyborów i nie daje się nabrać na promocje i skróty, które zwykle przynoszą nieoczekiwane skutki. Osobiście uważam, że słowa „Wy¬magaj¬cie od siebie, choćby in¬ni od was nie wymagali” św. Jana Pawła II, wypowiedziane podczas Jego pierwszej pielgrzymki do ojczyzny, skierowane do młodzieży, nie tracą na aktualności i nie dotyczą jedynie młodych.

 

Czy już można jak dawniej?

Na szczęście piszę ten tekst w momencie, gdy są wprowadzane pierwsze złagodzenia w restrykcjach spowodowanych pandemią. W naszej diecezji, za zgodą Referatu Duszpasterstwa Rodzin, ponad 40 doradców zdecydowało się na powrót do poradni życia rodzinnego i realizowanie spotkań w ramach przygotowania do sakramentu małżeństwa. Mam świadomość, że decyzja o powrocie nie była łatwa i szanuję każdą, również tą odmowną. Dla dobra narzeczonych, z zachowaniem środków ostrożności, zostały wznowione spotkania zarówno w parafialnych jak i diecezjalnych poradni życia rodzinnego. Dla narzeczonych z naszej diecezji (w innych diecezjach również), którzy nie przełożyli terminu na przyszły rok, odbywają kwarantannę lub mają obawy co do osobistego kontaktu na katechezach grupowych (nauki ogólne) stworzyliśmy formę internetową spotkań w czasie rzeczywistym (online). Można zapisać się na tą szczególną formę, na stronie www.dorodzin.pl. W dużych parafiach naszej diecezji, proboszczowie wraz z odpowiedzialnymi świeckimi, również wznowili katechezy dla narzeczonych, w formie nabożeństwa, które będą odbywały się w budynkach kościołów z zachowaniem ograniczenia ilości osób (1 osoba na 15m2 powierzchni użytkowej) z obowiązkiem utrzymania odpowiedniej odległości oraz zasłaniania nosa i ust. Zatem wracamy do możliwości pełnego przygotowania się do sakramentu małżeństwa i pomimo, że sposoby realizacji się zmieniły, ufam i życzę sobie i Wam narzeczeni, aby jakość pozostała na podobnym poziomie jak przed pandemią, a być może i wyższym z racji na możliwości wyboru formy.


Michał Jurkiewicz
Duszpasterstwo Rodzin

Do góry